Gdziekolwiek jesteś, Bądź.
Tytuł dzisiejszego wpisu jest zarazem tytułem książki, do której chcę nawiązać. Jej autorem jest Jon Kabat-Zinn — emerytowany profesor medycyny i twórca programu redukcji stresu opartego na uważności (MBSR). Muszę też dodać, że to jedna z ważniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałem.
Słowo „uważność” brzmi niepozornie. Nie obiecuje przełomu, nie krzyczy z okładki. A jednak kryje w sobie coś fundamentalnego. Jest bezpośrednim nawiązaniem do wielowiekowej tradycji medytacyjnej Wschodu — tyle że oczyszczonym z religijnej otoczki i przetłumaczonym na język współczesnej praktyki mentalnej. Kabat-Zinn pokazuje, że medytacja nie musi oznaczać systemu wierzeń. Może być ćwiczeniem świadomości. Dyscypliną obecności.
Dlaczego to ważne? Bo żyjemy w kulturze permanentnego „za chwilę”. Za chwilę skończę projekt. Za chwilę odpocznę. Za chwilę będę szczęśliwy. Uważność jest radykalnym gestem sprzeciwu wobec tej logiki. Mówi: zatrzymaj się. Zobacz, gdzie jesteś. Oddychaj. Bądź.
Co to ma wspólnego z bieganiem? W moim doświadczeniu — wszystko. Długodystansowe biegi, zwłaszcza w górach, są praktyką uważności w czystej postaci. Kiedy ktoś pyta mnie o biegi powyżej stu kilometrów, często słyszę: „Czy ci się nie nudzi? Czy nie czujesz się samotny? O czym myślisz przez tyle godzin?”. Te pytania odsłaniają nasze przywiązanie do ciągłej stymulacji. Jakby cisza była problemem. Jakby samotność była zagrożeniem. Tymczasem w biegu przychodzi moment, w którym nie można już uciekać w myślenie. Gdybyś próbował przez kilkanaście godzin podtrzymywać motywację, analizować sens, przeliczać kilometry — wyczerpałbyś się szybciej niż nogi. Zostaje tylko ruch, oddech, krok. Kontakt z podłożem. Świadomość własnego ciała. Bycie tu i teraz nie jest wtedy romantyczną metaforą. Jest koniecznością.
Nie myśleć o mecie. Nie zastanawiać się, dlaczego nie jestem teraz w ciepłym łóżku. Nie negocjować z przyszłością. Tylko iść. Tylko biec. Tylko być. To brzmi banalnie. Ale nie jest banalne. Nasz umysł jest przyzwyczajony do projektowania, oceniania, planowania. Uważność jest ćwiczeniem rezygnacji z tej nieustannej narracji. Nie chodzi o to, by przestać myśleć. Chodzi o to, by nie być niewolnikiem własnych myśli.
W buddyzmie jest coś, co mnie szczególnie pociąga: brak presji przekonywania. Nie ma tam wezwania: „uwierz”. Jest raczej propozycja: „sprawdź”. Praktykuj i zobacz, co się wydarzy. Zobacz, kim jesteś bez ciągłego komentowania własnego doświadczenia. Bieganie — zwłaszcza długie, samotne, wymagające — jest dla mnie laboratorium tej praktyki. To nie jest ucieczka od świata. To powrót do najbardziej podstawowej formy bycia: ruchu i świadomości.
A więc: „Gdziekolwiek jesteś, bądź.” W górach, w mieście, w biegu, w zmęczeniu. Nie za godzinę. Nie po projekcie. Nie po sukcesie. Teraz. Bo być może największym wyzwaniem nie jest przebiegnięcie sto kilometrów. Największym wyzwaniem jest nauczyć się być tu i teraz.

