Un altro giro di giostra — książka na czas popołudniowy.

W ramach „czasu popołudniowego” — tego szczególnego himalajskiego interwału, kiedy świat zwalnia, chmury schodzą niżej, a człowiek po porannym wysiłku zostaje sam na sam z ciszą — przychodzi do mnie kolejna książka warta rekomendacji. Tym razem jej autora nie trzeba przedstawiać, choć zamierzam poświęcić mu osobny wpis, bo na to zasługuje.

Mowa o Tiziano Terzanim — włoskim reporterze, pisarzu, korespondencie wojennym, wnikliwym obserwatorze Azji, a przede wszystkim człowieku, który potrafił zamienić własne doświadczenie choroby w filozoficzną opowieść o życiu.

Jego książka Nic nie zdarza się przypadkiem towarzyszyła mi podczas ostatniej wędrówki przez Himalaje. I muszę przyznać: nie tylko mnie wciągnęła, ale też głęboko poruszyła. Terzani zabiera czytelnika w podróż, która zaczyna się w ciele — w bólu, w lęku, w chorobie — a kończy w duchu, w pytaniach ostatecznych. Pytaniach od których zwykle uciekamy, dopóty, dopóki życie nie zmusi nas do zatrzymania.

Warto zatrzymać się na chwilę przy tytule tej książki. Polski przekład „Nic nie zdarza się przypadkiem” jest efektowny, ale niestety gubi najcenniejsze warstwy oryginału. Włoskie Un altro giro di giostra znaczy dosłownie: “kolejny obrót karuzeli” ale giostra w swoim źródłosłowie ma również znaczenia dawne: pojedynek, turniej, próba. I dlatego uważam, że to nie jest zwykły tytuł. To metafora całej książki. Karuzela życia, która kręci się dalej, niezależnie od tego, czy chcemy wysiąść. Dla buddyjstów to “samsara”, co można przetłumaczyć jako “koło życia” lub, wracając do włoskiego źródłosłowu, turniej, w którym każdy z nas staje na arenie ze swoimi lękami i złudzeniami. Próba — nie tylko sił, ale sensu.

Coż oryginał, jak widać trafniej prowadzi czytelnika w stronę tego, co naprawdę jest w tej opowięści najważniejsze. Bo formalnie mamy do czynienia z reporterską opowieścią: autor wyrusza do Azji w poszukiwaniu metod leczenia swojej choroby. Ale to tylko pierwszy, najbardziej powierzchowny plan. W głębszym wymiarze książka jest: rozrachunkiem z własnym życiem, powrotem do młodzieńczych wyborów, próbą zrozumienia siebie na nowo, spotkaniem ze Wschodem, który otwiera, ale też dezorientuje, i wreszcie — długą refleksją o tym, czym właściwie jest ludzkie istnienie.

Terzani opisuje wschodnie tradycje uzdrawiania, duchowości, medycyny, ale robi to nie jako łatwowierny entuzjasta egzotyki — tylko jak ktoś, kto postrzega je jako alternatywną ramę, zza której można spojrzeć na własne życie. I tak samo bezlitośnie potrafi krytykować zachodni model medycyny: nie po to, by go odrzucić, lecz by zobaczyć jego ograniczenia.

To ważne: w tej książce nie chodzi o wybór między Wschodem a Zachodem. Chodzi o świadomość tego, że żyjemy zawsze na przecięciu tradycji, potrzeb i ograniczeń.

Jednak najważniejszy plan książki ujawnia się dopiero wtedy, gdy przestajemy śledzić ruch Terzaniego po mapie, a zaczynamy śledzić jego wędrówkę w głąb siebie. To jest moment, w którym pytania o Azję, medycynę czy duchowość stają się drugorzędne. Pozostają natomiast pytania, które prędzej czy później zadaje sobie każdy człowiek: kim lub czym właściwie jestem? Po co jestem? Jak powinienem siebie rozumieć — zwłaszcza w drugiej połowie życia?

Un altro giro di giostra nie daje gotowych odpowiedzi.
Ale zmusza, by ich poszukać.

Szczerze polecam tę książkę, ale jednocześnie muszę dodać pewne ostrzeżenie: sięgnijcie po nią tylko wtedy, jeśli naprawdę jesteście gotowi na trudne i ostateczne pytania. Bo to nie jest lektura „na lekko”. To książka, która potrafi zmienić sposób patrzenia na własne życie — lub co najmniej postawić pod znakiem zapytania to, co wydawało się do tej pory oczywiste.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry